Cytat:
Jeśli jeszcze ktoś miał jakieś smutne , sportowe wypadki to niech pisze .
Ja miałem kilka sportowych atrakcji, ale nie uważam ich za smutne. teraz patrząc na to z perspektywy czasu, wszystkie te przypadki wydają się wesołe.
Praktycznie od 2 klasy szkoły podstawowej, coś tam uprawiałem.
Zaczynałem od akrobatyki sportowej (3 lata), potem zapasy, judo,
piłka ręczna,
piłka nożna, krótki epizod bokserski i kolarstwo w Kolejarzu Gliwice.
Może dlatego, że pierwsze trzy konkurencje sportowe zaczyna się od nauki upadków, późniejsze wypadki kończyły się dosyć szczęśliwie. Złamań żadnych. Gips raz (ścięgno achillesa)
Taki najbardziej śmieszny wypadek, to podobny do tego co opisał DFK.
Kryterium uliczne w Łabędach.....Dojazd do mety, to był zjazd około 700 metrów i zakręt w lewo pod kątem prostym.
Bardzo mi zalężało na zwycięstwie, bo meta była pod oknem mojego mieszkania.
Nie wyrobiłem zakrętu wpadłem na zamknięte drzwi wejściowe do klatki schodowej. Udało mi się pokonać drzwi i 7 stopni.
Rower marki "Huragan" (Dfk będzie pamiętał) owinął się dookoła mnie tak, że odkręcali mnie z niego ponad 10 minut. Skończyło się dobrze.....Kilka siniaków i kilkadziesiąt zadrapań.
Tak więc nie przejmuj się.
Prawdziwa przygoda ze sportem dopiero przed Tobą