Jakie ja bzdury w tym temacie pisałem. Zgroza.
Najwyraźniej trochę się zmieniło, dziś poezja śpiewana jest moim ulubionym gatunkiem muzycznym. A właściwie nie poezja śpiewana ale piosenka poetycka, choć może lepszą nazwą jest „piosenka literacka”, bo zawiera w sobie zarówno piosenki stricte poetyckie jak i kabaretowe. Ze słowem „kabaret” też jest kłopot: między Kabaretem Starszych Panów a wygłupami Łowców.B jest przepaść. Piosenki, o które mi chodzi opisują mniej więcej słowa: „utwór słowno-muzyczny oparty na wierszu lub tekście poetyckim wysokiej próby, z muzyką podkreślającą jego wagę i wzmacniającą przekaz” ( ).
Te całe wygibasy definicyjne mają na celu objęcie w ramach jednego pojęcia zarówno Jacka Kaczmarskiego i Grzegorza Turnaua jak i Artura Andrusa i Kabaret Starszych Panów. W piosenkach tego ostatniego zakochałem się jakiś czas temu za sprawą ich przepięknej polszczyzny. Pomijając samą treść, słowa są złożone w sposób, który pokazuje jak piękny może być język polski. Nie umiem opisać, co Jeremi Przybora, Agnieszka Osiecka, Jonasz Kofta i inni robią ze słowami, ale układają je w tak zgrabne konfiguracje, że nieustannie wprawiają mnie w zachwyt. Dlatego właśnie na przykład piosenki w zasadzie kabaretowej „Już kąpiesz się nie dla mnie” nie chcę wyłączać z tego gatunku, jej tekst jest poetycki.
Oprócz wspomnianych wyżej poetów i piosenkarzy lubię słuchać jeszcze: Andrzeja Poniedzielskiego (zaduma!), Mirosława Czyżkiewicza (głos!), Krzysztofa Daukszewicza, Macieja Zembatego (znam tylko jego wersje Cohena), Marka Grechuty.
Ostatnio poznałem Włodzimierza Wysockiego, Bułata Okudżawę i Aleksandra Rozenbauma. Niestety nie nam rosyjskiego, więc nie rozumiem tekstów, które w tym gatunku jednak grają dużą rolę, więc trudno mi się na ich temat wypowiadać. Trudno też zatem mówić, że polubiłem ich piosenki — raczej melodię, brzmienie.
Piosenka francuska (nie będę się bawił w szukanie definicji, mam nadzieję, że wiadomo mniej więcej, o co chodzi) też częściowo podpada pod „piosenkę poetycką”, więc o niej wspominam. Teksty rozumiem dużo lepiej, za to nie kojarzę piosenkarzy, znam jedynie pojedyncze piosenki różnych wykonawców.
W kulturze anglojęzycznej najbliższe „piosence literackiej” są chyba piosenki wykonywane przez „singer-songwriters”. Nie czuję się jednak na siłach decydować, co jeszcze się do niej kwalifikuje, a co już nie, wspomnę więc tylko o Leonardzie Cohenie.