Cytat: Jednym z takich moich dzieci jest wlasnie "Bieszczadzki trakt"
a rodzice bronia zazwyczaj swoje dzieci.
Cytat: Co do dyskutowaniu o gustach to pare lat temu zrozumialem sedno sprawy bedac na jakims spotkaniu towarzyskim .
Byl tam ktos kto bardzo lubial disco polo i sie z tym nie kryl po katach.
To w koncu nie grzech.Dyskusja zeszla przy piwie na tematy muzyczne i jeden z uczestnikow spotkania stawiajac muzyke powazna na piedestal ponizyl takie gatunki jak pop,rock,disco polo i inne nurty muzyczne nazywajac je "badziewiem" niewartym sluchania.Na to uslyszal bardzo interesujaca i grzeczna odpowiedz:"nie mam zalu do ciebie za to co powiedziales.Mysle ze nie jestes do tego przygotowany aby sluchac tego rodzaju muzyki."
Ten ktoś postanowił poniżyć kogoś, kto się wywyższył, żeby "bilans wyszedł na zero". Takie oko za oko, ząb za ząb. Naturalna i zrozumiała reakcja, ale nic w niej szczególnie szlachetnego.
Przede wszystkim piosenka turystyczna to nie jest gatunek muzyczny, zaś rock czy muzyka poważna - owszem. I ten fakt jest bardziej doniosły, niż by się mogło wydawać. Jeśli bowiem chodzi o takie zjawiska jak piosenka turystyczna, kryterium muzyczne (i tekstowe) może być brane pod uwagę tylko jako jeden z elementów oceny. Innym, nie mniej ważnym jest to "coś", co sprawia, że rusza ona za serce tych, co choć na muzyce się nie znają, nie słuchają jej lub słuchają czegoś totalnie innego niż akustyczny folk, który jest gatunkiem najlepiej mieszczącym w sobie większość piosenek turystycznych. A wśród moich znajomych z kręgu takowej
piosenki znacznie więcej ludzi słucha - prócz piosenek turystycznych - metalu, progresywnego rocka, różnych awangardowych wykonawców niż bliższego brzmieniowo Dylana, Okudżawy, Casha czy Nelsona. Gdyby piosenka turystyczna podlegałaby tak bardzo ocenie muzycznej, ci ludzie nawet by jej nie tknęli.
I dlatego temat wątku budzi takie kontrowersje. Tom ocenia
piosenki turystyczne tekstowo, ja staram się pamiętać o czasach, kiedy nie byłem jeszcze tak głęboko zanurzony w muzykę, a bardziej w bezprzykładne włóczęgostwo, i kiedy
piosenki turystyczne miały dla mnie ogromne znaczenie, zupełnie poza kwestiami wirtuozerii tekściarskiej czy muzycznej. Z tych, które wybrałem, "Czy warto" SDM to - i muzycznie i "feelingowo" - jak dla mnie największe na świecie interpretacyjne i aranżacyjne nieporozumienie, a "Buty" i "To była dziewczyna..." - utwory, które nie dość, że żadnego ognia we mnie nigdy nie zapalały, to jeszcze z klimatów wszelakich brutalnie mnie wytrącały.